Dyktatura narodowo-klerykalnych elit z piwnicy

- T.K. Neuropkin

Niektórzy sądzą, że PiS to partia prostego ludu. Jest to, moim zdaniem, błędne przekonanie. Wynika ono z naiwnego przeświadczenia, że elity to wyłącznie liberałowie. Tymczasem elity nie są wcale bytem jednolitym. Mamy różne elity, liberalne, konserwatywne, lewicowe. Dla jednego przedstawiciela ludu autorytetem jest Michnik, dla innego ksiądz proboszcz. Nie widze powodu by zaliczać jedynie Michnika do elity, a księdza proboszcza nie. Ksiądz często jest zamożniejszy, ba, czasem nawet lepiej wykształcony i oczytany niż Michnik.

PiS to partia jednej z wielu frakcji polskich elit. Partia elit narodowo-akademicko-klerykalnych. Terlecki, Pawłowicz, Krasnodębski, Legutko - mają tytuły profesorskie i często imponujący dorobek naukowy. Duda ma doktorat z prawa. Sam Kaczyński natomiast do niedawna uchodził za “żoliborskiego inteligenta”, który swobodnie cytował zapomnianych filozofów typu Bierdiajew. Istotną role w rozpowszechnianiu ideologii partii odgrywają także księża, a przecież to kościół jest w Polsce najważniejszą elitą, grupą o ogromnym kapitale symbolicznym i materialnym.

PiS jest więc raczej partią elit niż ludu. Ich ideologią jest swoisty konserwatyzm post-piwniczny. Ta swoista odmiana konserwatyzmu jest lokalną specyfiką Europy Środkowo-Wschodniej i jest naturalnym rezultatem historii tego regionu.

Częścią tej historii był PRL. Wbrew obiegowym opiniom PRL raczej pomógł konserwatystom niż im zaszkodził. Reżim mocno bazował na nacjonaliźmie. Kluczowym elementem ideologii PRL był kult ofiar II Wojny i niechęć do Niemiec. Antysemityzm był tolerowany a nawet wzmacniany. Najważniejszym wyznacznikiem kultury PRL była izolacja od zachodu. Ta izolacja jest kluczowa dla zrozumienia polskiego konserwatyzmu. Od 1945 zachód się zmieniał, rewolucja obyczajowa, maj 68, rozpad państw narodowych, rozpad kolonii, który doprowadził do napływu migrantów do byłych kolonialnych metropolii. Krytyczne rozliczenie z kolonializmem i rasizmem. Wszystkie te zjawiska ominęły Polske. Podczas gdy zachód ewoluował Polska obyczajowo i kulturowo stała w miejscu.

PRL działał więc jak zamrażarka dla polskiego nacjonalizmu. Elity narodowo klerykalne w czasach PRL i przez pewien okres historii III RP siedziały w piwnicy. Siedziały i po cichu obrabiały i przechowywały swoje archaiczne idee. Idee z lat 30-tych przetrwały PRL w stanie nietkniętym, pielęgnowane troskliwie zarówno w podziemiu jak i w oficjalnej nacjonalistycznej ideologii PRL. Akademicko-klerykalne elity przywiązane do tych wartości trwały i czekały na przejęcie władzy. Dziś wylazły z piwnicy. Skutki tego spektakularnego wyjścia z piwnicy widzimy wszyscy. Jesteśmy w stadium post-piwnicznym.

W efekcie działalności elit z piwnicy w 2017 spory procent obywateli RP wciąż wierzy w nacjonalistyczne klisze z lat 30-tych. Fundamentem tego rodzaju przestarzałego nacjonalizmu jest wiara w to, że państwa są z zasady nastawione do siebie wrogo. Każdy kto wierzy w jakąś współprace między narodami jest naiwny. Narody nie współpracują, narody się nienawidzą, narody muszą ze sobą walczyć. W przypadku Polski nacjonalizm wiążę się z określonym spojrzeniem na Niemcy. Niemcy są naszym wrogiem. Niemcy nigdy nie zrobiły dla Polski nic dobrego. Jeśli Niemcy robią coś, co sprawia wrażenie działania korzystnego dla nas, jest to oszustwo. Tego rodzaju spiskiem jest Unia Europejska. Unia to spisek niemiecki, którego celem jest znisczenie polskiego narodu. Najpełniej ten archaiczny nacjonalizm widać w spojrzeniu na media czy kapitalizm. Media niemieckie to narzędzia niemieckiej propagandy. Tak samo niemieckie firmy. Lidl to narzędzie niemieckiego rządu służące przejęciu władzy nad Polakami.

Tego typu myślenie jest zupełnie oderwane od rzeczywistości. Niemcy dzisiaj to przede wszystkim otwartość kulturowa, coś co widać wyraźnie w niemieckim podejściu do uchodźców. Podczas kampanii wyborczej w 2017 roku w Niemczech wiele partii dawało wyraz dumie z tego, że Niemcy pomagają uchodźcom. Tego rodzaju uczucie jest zupełnie obce polskim elitom narodowo-klerykalnym. Jak można być dumnym z pomagania komuś kto nie jest częścią narodu? Przecież każdy kto nie jest z naszego narodu jest wrogiem?!

Kryzys migracyjny pokazał, że dla Niemiec kluczowe jest raczej krytyczne rozliczenie z toksyczną tradycją Bismarcka, która tak mocno dała się we znaki Polsce. Bismarck dążył do asymilacji innych kultur, był przekonany o wyższności narodu niemieckiego nad innymi narodami. Dzisiejsze Niemcy nie mają wiele wspólnego z tą tradycją. Są przede wszystkim społeczeństwem multikulturowym, krajem złożonym z imigrantów. Ta różnorodność sprawia, że nacjonalizm czy imperializm wobec Polski nie jest w ogóle logiczny. Skoro Niemcy nie dążą wcale do asymilacji Syryjczyków, akceptują ich odmienność i unikają zaznaczania swojej wyższości, to dlaczego mieliby próbować asymilować Polaków? Nie trzyma się to kupy.

Nie da się zupełnie zrozumieć zachowania Niemców w obliczu kryzysu migracyjnego jeśli założyć, że Niemcy są nacjonalistami w stylu polskich elit narodowo-klerykalnych. Niemcy nie są dziś nacjonalistami tak jak my, nie prowadzą polityki kulturkampf, nie są imperialistami kulturowymi. Cenią różnorodne tożsamości a tożsamośc narodowa nie odgrywa takiego znaczenia jak u nas. Dla Niemców, inaczej niż dla części polskich elit, nacjonalizm to toksyczne dziedzictwo przeszłości, duch pruski. Naród to pojęcie krępujące.

Jednym słowem Niemcy to kraj gdzie Bismarckiem się pogardza. Zupelnie inaczej niż u nas gdzie co drugi polityk na prawicy marzy o budowie polskiej potęgi, marzy o tym, by stać się Bismarckiem i snuje neokolonialne wizje regionalne potęgi (np międzymorze), opowiada o wzmacnianiu państwa i narodu, wstawaniu z kolan itp. Oczywiście elita narodowo-klerykalna postrzega innych tak jak widzi siebie. Skoro polski konserwatysta marzy o tym, by być Bismarckiem, to postrzega Merkel jako nowego Bismarcka. Jest to złudzenie optyczne i zupełne zafałszowanie rzeczywistości.

Dlatego drogi Europy wschodniej i zachodniej coraz bardziej się rozchodzą. Podczas gdy u nas wciąż traktuje się nacjonalizm na zachodzie jest on traktowany jako krępujący relikt przeszłości. Piwniczna mentalność wciąż trwa. Pytanie jak długo jeszcze.


ostatnia edycja