Szok! Feminonazistki opublikowały Hitlera w piśmie z gender studies!

- T.K. Neuropkin

Podobno czasopismo feministyczne “Hypatia” opublikowało trollerski artykuł, który przerabiał “Mein Kampf”, zastępował słowo “Żyd” słowem “mężczyzna”.

Postanowiłem sprawdzić, ile jest w tej informacji prawdy. Okazuje się, że wszystko jest poprzekręcane. Można uznać tweeta za fejk news.

Tweet oddający fakty brzmiałby następująco:

Czasopismo “Affilia: Journal of Women and Social Work” opublikowało podsunięty redaktorkom dla żartu artykuł, w którym część tekstu była głęboko przerobionym fragmentem “Mein Kampf”. Przerobiony fragment “Mein Kampf” akcentował konieczność kobiecej solidarności i krytykował neoliberalny feminizm. Minister nauki chce nagradzać publikacje w zagranicznych czasopismach takich jak “Affilia” wyżej, niż publikacje w polskich czasopismach, ale na dziś nie wiadomo, ile punktów naukowiec otrzymałby za publikacje w “Affilii”.

Źródłem dla tweeta profesora Żerki jest artykuł profesora Andrzeja Nowaka w “Rzeczpospolitej”, artykuł ma udowadniać tezę, że standardy jakości w zachodniej humanistyce bywają niskie, a dążenie do szczególnego premiowania naukowców za publikacje w zagranicznych czasopismach jest szkodliwe.

W informacji na temat artykułów publikowanych dla żartu istnieje element prawdy. Istotnie grupa badaczy w 2018 roku rozesłała artykuły do czasopism z dziedziny humanistyki, głównie gender studies, cultural studies itd. Artykuły były, zdaniem autorów, prowokacją. Na 21 artykułów rozesłanych przez autorów większość - 23 - 14 nie zostało przyjętych do druku. Cztery zostały wydrukowane, trzy przyjęto do publikacji, ale nie wydrukowano.

Wszytkie napisane artykuły można znaleźć tutaj

Wśród rozesłanych artykułów istotnie znalazł się jeden artykuł, który “w znaczący sposób” przerabiał “Mein Kampf”. Nie został jednak opublikowany w piśmie “Hypatia” a w piśmie “Affilia” (można się tego dowiedzieć ze sprawozdania autorów). Artykuł nie był też wyłącznie przerobionym fragmentem “Mein Kampf”, 13 artykułu przedstawiała jakieś rozważania teoretyczne a następnie 23 zawierały “istotnie przeredagowany” fragment “Mein Kampf”.

Przeróbki nie polegały wcale na, jak twierdzi Nowak i Żerko “zastąpieniem słowa Żyd słowem mężczyzna”, polegały na głębokiej przeróbce tekstu Hitlera, tak, że w zasadzie niewiele z niego zostało. W artykule ani raz nie pojawia się słowo “mężczyzna”. Tekst nie polemizuje z mężczyznami czy konserwatystami a z “neoliberalnym feminizmem”, a więc koncentruje się raczej na kwestionowaniu tez głoszonych przez inne feministki. Przerabiony rozdział “Mein Kampf” Hitlera nie dotyczy też w większośći Żydów, dotyczy rozwoju partii politycznej NSDAP, nie jest to rozdział, gdzie Hitler wykłada powody swojego antysemityzmu a jedynie prawi morały na temat tego, że potrzebna jest solidarność i zmiana na lepsze.

Wydawałoby się, że profesor historii jak Nowak czy Żerko powinien wiedzieć o czym pisze Hitler w 12 rozdziale “Mein Kampf”.

Przykładowo jeden z akapitów tekstu Hitlera brzmi:

“narodowa edukacja mas może nastąpić jedynie dzięki awansowi społecznemu”

a w artykule czytamy:

“feministyczna edukacja może nastąpić dzięki awansowi społecznemu”

Jak łatwo zauważyć fragment z Hitlera jest dość niewinny, nie sposób wychwycić nazizmu. W artykule w żadnym miejscu nie pojawia się jasne i klarowne wyrażenie jakichś kluczowych dla nazizmu tez. Równie dobrze można zmienić feministyczna na amerykańska, polska, prawicowa, patriotyczna, zdanie jest po prostu pozbawione kontrowersji. Cały przerobiony tekst został opatrzony pasującymi do tezy przypisami. Na podobnej zasadzie można wyrywać z tekstu Hitlera fragmenty o konieczonści budowy dróg i przedstawiać jako postulaty Platformy Obywatelskiej czy PiS.

Główna teza artykułu jest też zupełnie odmienna od tekstu Hitlera czy też od streszczenia przedstawionego przez Nowaka. Artykuł broni jedynie tezy, iż konieczna jest kobieca solidarność i że ujmowanie losów kobiet wyłącznie przez pryzmat wolnego wyboru zniekształca społeczne uwarunkowania nierówności pomiędzy płciami. Artykuł został odrzucony przez jedno pismo “Feminist Studies”. Przyjęto go do publikacji w innym piśmie: “Affilia”.

Fejk newsem jest więc już zawarta w “Rzeczpospolitej” teza profesora Nowaka.

To, co robi z fake newsem Nowaka Żerko jest jednak gorsze. Otóż dodaje on kolejną fałszywą informacje, rzekomo za publikacje w piśmie naukowiec dostaje 200 punktów. Nie jest to prawdą, ponieważ ministerstwo nauki nie przedstawiło jeszcze listy czasopism punktowanych i punktacji za każdy tytuł. Przedstawiło jedynie wskazówki na jakiej podstawie taki ranking powstanie, niektóre zagraniczne pisma, które zajmują wysokie miejsca w rankingu mają otrzymywać 200 punktów. Nie wiadomo czy Affilia lub Hypatia tyle dostanie, choć jest to możliwe.

Tekst Nowaka zawiera pewne niuanse. Mówi na przykład o tym, że większość artykułów nadesłanych w ramach afery do różnych pism zostało odrzuconych, zastrzega, że nie wszystkie czasopisma zagraniczne są złe itd. Żerko sprowadza wszystko do poziomu cepa, by najbardziej prymitywny czytelnik zrozumiał. Głód lajków.

W sumie mamy więc fejk newsa.

via GIPHY

Warto zwrócić uwagę, że tego fejka propaguje dwóch profesorów, trzeci Sławomir Cenckiewicz lubi to. Wszyscy to historycy. Zapewne żaden z nich nie sprawdził tej informacji. Dlaczego? Bo pasuje ona do ich przesądów ideologicznych. Można się zadumać nad kondycją polskiej historii, która jest znacznie bardziej przesiąknięta ideologią niż gender studies, tyle, że jest to ideologia prawicowa, sławiąca naród. Widać to choćby po tematach, którymi zajmuje się Żerko, np. temat reparacji jest wręcz skrajnie ideologiczny, służy głównie do umacniania nacjonalistycznej ideologii, badanie nad tematem ma służyć chwale polskiego narodu. Oczywiście profesorowie polskiej historii nie uważają, że ich tematyka jest ideologiczna. Bo wiadomo, ich ideologia to PRAWDA, naród istnieje, któż by to negował, Niemcy to realny byt, nie to, co jakaś płeć kulturowa, która wyraża się w tym, że kobiety malują paznokcie.

Czy istotnie afera

Ok, może profesor poprzekręcał jakieś tam szczegóły, ale czy publikacja fejkowych artykułów nie kompromituje całej dziedziny gender studies? Na pewno w jakimś stopniu kompromituje pisma, w których ukazały się artykuły. W oczach opinii publicznej, która na ogół nie czytała tych artykułów, ani nie wie jakie są inne publikacje w piśmie ktoś może stwierdzić, że pismo publikuje wszystko.

Jeśli jednak spojrzeć bliżej na nadesłane dla żartu artykuły to sprawa jest bardziej złożona. Spójrzmy na zaakceptowane artykuły, jest ich 7, pozostałe 14 odrzucono. Jeden to po prostu poezja. Tak, poezja. Opublikowano go w piśmie “Poetry Studies”. Można dyskutować na ile jest to dobra poezja, wszyscy jednak zapewne się zgodzą, że standardy oceny publikacji poetyckich są inne niż publikacji naukowych. Pozostałe 3 eseje w tym ten z gęboko przerobionymi fragmentami “Mein Kampf”, które nie dotyczą Żydów, to artykuły teoretyczne. Raczej ciężkie w lekturze, pełne trudnych sformułowań. Coś w stylu esejów na temat idealizmu transcendentalnego, podmiotu epistemologicznego itd. Jeden z nich opublikowany w piśmie “Hypatia” to autotematyczny artykuł na temat etyki afer naukowych, a więc na temat tego, czy warto pisać publikacje w celu trollingu, czy jest to etyczne itd. Tekst jest w sumie nawet ciekawy i wbrew pozorom wcale nie przypomina bełkotu. Dowodzi, że publikacja artykułów w celach ironicznych niszczy zasadę zaufania, która jest kluczowa w nauce. W zasadzie jest znacznie ciekawszy niż np. wywody Nowaka czy Żerki. Teksty nie głoszą też jakichś skrajnie skandalicznych tez, przykładowo przeróbka “Mein Kampf” postuluje jedynie konieczność solidarności, edukacji wykluczonych itd (upraszczam złożony wywód).

Jedyne 3 ewidentne wpadki wydają się skrajnie kretyńskie, artykuł na temat psich gwałtów w parkach, postaw mężczyzn wobec kobiet w restauracjach i postaw mężczyzn wobec dildo. Problem jednak w tym, że wszystkie trzy artykuły twierdzą, że są oparte na szczegółowych badaniach empirycznych i szczegółowo opisują te wymyślone badania empiryczne. Przykładowo artykuł o męskich postawach wobec dildo twierdzi, że jest oparty na 13 wywiadach z mężczyznami i został nadesłany do pisma zajmującego się seksualnością. Artykuł o psich gwałtach w parku stwierdza, że jest oparty na 1000 godzin obserwacji zwierząt i opisuje te obserwacje. Artykuł o mężczyznach w restauracji twierdzi, że opiera się na aż 2 letnim zbiorze obserwacji uczestniczącej w różnych resturacjach.

A więc czasopisma, które opublikowały te artykuły nie dostały jakichś całkowicie wyssanych z palca bredni. Dostały artykuły, których autorzy powołują się na swoje obserwacje i badania empiryczne. Tematyka może się wydawać głupia, ale nauka działa właśnie w ten sposób, że nie ma głupich tematów. Jeśli ktoś poświęcił czas na to, by badać zachowania ludzi i psów w parku i spędził aż 1000 godzin na obserwacji, to te jego obserwacje mogą być ciekawe dla innych badaczy.

Powstaje pytanie jak podobna afera wyglądałaby w przypadku innych dyscyplin? Czy gdyby ktoś nadesłał do czasopisma z fizyki i chemii artykuł przedstawiający wymyślone obserwacje to też zostałby odrzucony? A jak wyglądałaby podobna afera w przypadku humanistyki w Polsce? Wyobraźmy sobie, że ktoś wysyła do pisma historycznego artykuł o jakimś bohaterskim Polaku dyplomacie, który ratował Żydów w czasie wojny. Autor twierdzi, że odkrył nieznane dokumenty, które znalazł w bibliotece w Peru, do której trudno jest dotrzeć innym badaczom. Potem okazałoby się, że to trolling, który miał na celu zdyskredytowanie tematyki badań nad polskimi postawami wobec Żydów. Czy polskie czasopisma historyczne odrzuciłyby taki artykuł?

Wydaje się, że nie powinny i nie byłoby nic złego, gdyby zaakceptowały. Celem publikacji jest m.in. właśnie weryfikacja tezy. Dopiero po publikacji takiego artykułu inni badacze mogą zweryfikować, na ile tezy zawarte w artykule są prawdziwe. Po publikacji ktoś może wybrać się do Peru, stwierdzić, że dokumenty nie istnieją, i następnie opublikować artykuł, który obala teze o bohaterskim dyplomacie. Oczywiście taki badacz zostałby uznany potem za wroga narodu, a oszust byłby zapraszany przez polityków jako bohater. Podsumowując: sama publikacja czegoś w piśmie naukowym nie oznacza, że coś jest prawdą, nie zwalnia innych uczonych z obowiązku weryfikacji badań.

W wielu polskich czasopismach “anything goes”, czego przykładem jest pismo “Automatyka, Elektryka i Zakłócenia”. Do wielu polskich czasopism, można nadesłać dowolny bełkot i ten bełkot przechodzi.

Sami autorzy afery stwierdzają zresztą, że szanowane pisma z humanistyki wcale nie publikują oczywistego nonsensu:

Na pytanie: “czy szanowane recenzowane czasopisma w dziedzinie gender studies i podobnych publikują oczywiste nonsensy?” uzyskaliśmy odpowiedź negatywną

źródło

Stwierdzają jedynie, że przesądy na temat badanego zagadnienia mają wpływ na to, co faktycznie zostanie opublikowane. Nie są to wnioski odkrywcze. Bardzo możliwe jest, że pismo zajmujące się przykładowo podziemiem antykomunistycznym w PRL w okresie powojennym będzie niechętnie publikowało artykuły stawiające to podziemie w niekorzystnym świetle. Ciekawe też jak recenzent taki jak Nowak lub Cenckiewicz będzie recenzował artykuły ujawniające fakty, które stawiają Wałęsę w dobrym świetle?

Na marginesie

Na marginesie całego tematu dodam, że rozumiem troskę profesora Nowaka i nie sądzę by uprzywilejowanie zagranicznych pism było zawsze dobre. Z pewnością niewiele jest i będzie zagranicznych pism publikujących artykuły o polskiej literaturze czy historii a zajmowanie się nią zasługuje na szacunek i jest bez wątpienia potrzebne. Z tego względu algorytmy liczące punktacje dla humanistyki powinny być inne niż dla ekonomii czy matematyki, które są dyscyplinami uniwersalnymi. Jeśli minister nauki miałby stworzyć system gdzie specjaliści np. od znanej polskiej pisarki LGBT Marii Konopnickiej czy innego pisarza LGBT Jarosława Iwaszkiewicza będą permanentnie dyskryminowani i będa dostawć za swoje publikacje 10 punktów a autorzy piszący np. o jakimś angielskim pisarzu będa otrzymywać 100 punktów będzie do system niesprawiedliwy.

Argumenty popierające tą tezę nie powinny opierać się jednak na ideologicznej nienawiści do jakiegoś urojonego “lewactwa”. Niestety ataki Żerki i Nowaka na “gender studies” opierają się właśnie na tego typu irracjonalnym, ideologicznym fanatyzmie.


ostatnia edycja